20 z haczykiem z Fabrycznego zeby być na centralnym przed 23.
Potem ciezkie 10 godzin non stop jazdy busem do Wilna.
Potem pociagiem za jakies 3 lity do Trok.
W Trokach zaczne sie martwic co dalej, bo w sumie do konca nie wiem co dalej.
A wszystko po to zeby w czwartek pojawic sie okolo 10 (jak trafie) w Zaratniszkach (czy jak to sie pisze).
Kupiłem już wkładki do butów, kremik, wyprałem ciuszki, nie mam mapy, kasy ledwo starczy na zycie, ale sie ciesze.
W koncu bez ryzyka nie ma frajdy, czy jakoś tak :)
Dzisiaj odebrałem z poczty rozliczenie za ubiegły rok pracy, nachapałem sie tyle, ze chyba dostane najwyzsza stawke podatkowa :) i na dokladke przyszedl list z milicji… No coz, odrzucili podanie, ale trzeba walczyc o swoje :)
Czuje ze ten wyjazd troche podładuje mi baterie, mam taka nadzieje…